Chemia miłości

Chemia miłości

Jeszcze kilkanaście lat temu Walentynki, czyli Święto Zakochanych było domeną nastolatków, a wiele osób krzywiło się w obliczu tego amerykańskiego święta. Dziś już niemal wszyscy obchodzą Walentynki – w końcu to święto najpiękniejszego z uczuć! Jest tyle rodzajów miłości, tyle jej odcieni i barw, że trudno ją zdefiniować. Niektórzy próbują. Od wieków filozofowie i poeci zachwycali się pięknem uczucia zwanego miłością… Jego źródło upatrywali w sercu i w duszy. Ale wraz z rozwojem nauki, zauważono trochę inne rozwiązanie. Czy nasze uczucia umiejscowione są w mózgu? Czy miłość jest tylko (a może aż) serią reakcji chemicznych?

Według naukowców już w pierwszych sekundach od spotkania z drugą osobą, sygnały zebrane przez oczy, uszy i nos docierają do naszego mózgu z prędkością 432 km/h. Już wówczas odbywa się analiza danych i jeżeli mózg na podstawie swojej bazy wiedzy i doświadczeń, uzna sygnały za pozytywne, zaczyna produkować fenyloetyloaminę. Od tego zaczyna się cała przygoda.

Zakochane reakcje

Fenyloetyloamina to związek chemiczny, występujący w ludzkim mózgu, a także w wielu pokarmach – na przykład w czekoladzie. Związek ten powoduje euforię i podniecenie, ma właściwości odurzające... Wywołuje też reakcje fizyczne, tak dobrze znane wszystkim zakochanym – przyspieszone bicie serca, oddechu, błyszczenie oczu, ściskanie w dołku. Od tych reakcji można się uzależnić – dlatego wiele osób nie potrafi zbudować trwałej relacji – wciąż poszukując nowych doznań i wrażeń.

Fenyloetyloaminę „wspomaga” również dopamina – odpowiedzialna za euforię towarzyszącą uczuciu zakochania. Dzięki niej (albo przez nią) zwiększa się nasza tolerancja na ból, głód, zimno… Dopamina sprawia, że zmniejsza się nasza możliwość do trzeźwej oceny sytuacji. To właśnie dlatego często idealizujemy naszego wybranka lub wybrankę. Co ciekawe – działanie kokainy polega właśnie na stymulowaniu wydzielania dopaminy w mózgu. Zmniejszenie ilości dopaminy przypomina głód narkotyczny – po rozpadzie związku odczuwamy cierpienie, pojawiają się stany depresyjne.

W procesie zakochania biorą udział również feromony, chociaż samo ich istnienie u ludzi nie zostało w pełni potwierdzone. Naukowcy dowodzą tylko pośrednio, że w pocie i oddechu mężczyzn są obecne feromony przekazujące kobietom informacje o ich atrakcyjności. Teorię feromonów podchwyciły firmy sprzedające perfumy i afrodyzjaki, które w ten sposób reklamują swoje produkty.

Kiedy euforia opada

Nawet jeśli uczucie kwitnie, to w miarę upływu czasu, działanie fenyloetyloaminy maleje – nie reagujemy już tak intensywnie na obecność partnera. Uczucie może jednak zostać uratowane! Zdaniem naukowców – na ratunek przybywają hormony -  oksytocyna u kobiet i wazopresyna u mężczyzn. Na podstawie badań przeprowadzonych na gryzoniach, naukowcy dowiedli, że wazopresyna działając na mózg samca powoduje, że nawiązuje on trwałą więź z partnerką, staje się bardzo agresywny wobec innych samców, a opiekuńczy wobec potomstwa… Podobnie na płeć żeńską działa oksytocyna, która zresztą wydziela się również w trakcie orgazmu i porodu. Obecność partnera powoduje również wytwarzanie endorfiny – najbardziej znanego hormonu szczęścia.

 
 
Szansa dla romantyków

Badania naukowe nie muszą wykluczać się z marzeniami romantyków! Otóż według grupy naukowców ze Stony Brook University  prawdziwa miłość może trwać do końca życia! Przebadano pary, które są razem około dwudziestu lat – pokazywano im zdjęcia ukochanej osoby i za pomocą tomografu, zapisywano reakcje jakie zachodzą w tym czasie w ich mózgu. Następnie wyniki porównano z wynikami par będących w początkowej fazie zakochania. Okazuje się, że w mózgach co dziesiątej pary z długim stażem związku występują te same reakcje chemiczne, co u początkujących par. To doskonały dowód na to, że intensywne uczucie może trwać całe życie!

Patrząc na niektóre z objawów zakochania, nie bezzasadne jest umieszczenie miłości na liście chorób WHO – pozycja F63.9, czyli w kategorii „zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania”… Na szczęście choroba wykryta we wczesnych stadium jest całkowicie uleczalna. Tylko czy tego właśnie chcemy? J